
Henrik Vanger to 82-letni mężczyzna poszukujący mordercy
wnuczki swojego brata, z którą był bardzo zżyty. Uważa, że morderca co roku
wysyła mu na urodziny zasuszony kwiatek w ramce (tak jak robiła to Harriet
przed swoją śmiercią) kpiąc sobie z niego. Po 40 latach od zaginięcia
dziewczyny Henrik postanawia po raz ostatni prosić kogoś o pomoc w rozwiązaniu
zagadki zniknięcia dziewczyny. Decyduje się na dziennikarza śledczego, który po
przegranym procesie o zniesławienie, chce na jakiś czas zejść z widoku. Tym
dziennikarzem jest Mikael Blomkvist, główny bohater powieści oraz dwóch kolejnych
części trylogii Millenium. Mikael na rok przenosi się do Hedestad by spróbować
rozwikłać tajemnicę Harriet Vanger.
„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” to książka, którą można
zaliczyć do grubych, a takie książki zazwyczaj bardzo długo się rozkręcają. Kiedy
Nina ją czytała, to ciągle zastanawiała się, kiedy wreszcie pojawi się cokolwiek,
co jest związane z kryminałem. Kilka razy chciała ją rzucić w kąt, ale
niezidentyfikowane „coś” ciągle dziewczynę zachęcało do dalszego czytania. Jak już
coś zaczęło się dziać w powieści, to zaczęło się robić naprawdę ciekawie. Fabuła jest wciągająca, ale momentami bywa strasznie zagmatwana. Członków rodziny
Vanger jest tak wielu, że trudno ich wszystkich ogarnąć, jeśli się ma tylko
jedną głowę, a tak się składa, że Nina ma jedną. Może właśnie o to chodziło
autorowi, żeby tak zakręcić czytelnikiem, żeby odpuścił sobie jakiekolwiek
próby „schwytania” mordercy Harriet? Jeśli tak było, to Nina przyznaje, że
odwalił kawał dobrej roboty, bo ona skapitulowała i tylko czekała, co przyniosą
kolejne strony powieści. Patrząc na to z drugiej strony stwierdzam, że uczyniło
to z Niny biernego czytelnika, który nie zastanawia się nad dalszym ciągiem
historii.
Nie pozostaje mi już nic innego, jak tylko sklecić kilka
zdań podsumowujących. Po pierwsze, książka jest troszkę przydługawa i w pewnym
momencie może zacząć odbiorcę męczyć swoją obszernością. Po drugie, według Niny
nie jest to żadna super, rewelacyjna, nadzwyczajna pozycja, którą należałoby
przeczytać. Po wielu opiniach i po samym tylko fakcie, że jest to światowy
bestseller Nina oczekiwała czegoś takiego „wow!”. Trudno. Ona jest chyba po
prostu z tego gatunku czytelników, którzy nie zawsze lubią to, co większości
się podoba, ale oczywiście nie robi tego specjalnie (taki książkowy hipster z
niej =)). Po trzecie, bohaterowie są całkiem znośni, można ich polubić, można
się z nimi identyfikować, ale Nina nie chciała tego robić, ponieważ ich
historie są trudne i ciężkie. Powieść jak najbardziej można polecić nie tylko zwolennikom
gatunku.
źródło okładki: czarnaowca.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz